Band: Rapid Tears
Album: Honestly
Rok: 1982
Gatunek: Heavy Metal, Hard Rock
Strony zespołu:
Skład:
Brian Frank - Wokal
Clayton Bonin - Gitara, Syntezator
Michael J. Miller - Gitara
Jon Wein - Bass
Rick Nemes - Perkusja
Adam Sherban - Bass ( "Operation Airlift" i "Tomorrow" )
Clayton Bonin - Gitara, Syntezator
Michael J. Miller - Gitara
Jon Wein - Bass
Rick Nemes - Perkusja
Adam Sherban - Bass ( "Operation Airlift" i "Tomorrow" )
Track list:
01 - Survival
02 - Headbang
03 - Eliminator
04 - Actress of Passion
05 - Variations
06 - Operation Airlift
07 - Wonderland
08 - Down on You
09 - Tomorrow
10 - Here to Heaven
11 - Keep Runnin'
01 - Survival
02 - Headbang
03 - Eliminator
04 - Actress of Passion
05 - Variations
06 - Operation Airlift
07 - Wonderland
08 - Down on You
09 - Tomorrow
10 - Here to Heaven
11 - Keep Runnin'
Rapid Tears jest zespołem z Kanady, założonym w roku 1977. Ciężko doszukać się jakichkolwiek ciekawych, czy istotnych informacji na temat zespołu między innymi z tego względu, że jak większość którą zamierzam tu przedstawiać, jest nieznany. Pierwszy album powstał dopiero pięć lat później po zaistnieniu kapeli i tak w roku 1982 światło dzienne ujrzał krążek zatytułowany Honestly. Warto napomnieć, że jednym z członków zespołu był Rick Nemes, czyli perkusista który brał również udział przy nagrywaniu debiutanckiego albumu Infernäl Mäjesty - None Shall Defy.
"Survival" od Rapid Tears, niczym "Rapid Fire" od Judas Priest zaczyna płytę z dobrym kopnięciem. Mamy tnący riff, ostry wokal, perkusja dopierdala, jest tak jak być powinno! "Headbang", jak to headbang, nie wyprzesz się machania banią przy refrenie! "Eliminator" jest numerem po części wyprzedzającym epokę, stąd też wyjątkowym! Dlaczego? Bo jak na rok '82 instrumentalnie jest ZAJEBIŚCIE CIĘŻKI! Chcesz tego, czy nie, momentem słyszymy tu proto-death metalowy riff! I owszem, mega mnie to jara, stąd też zastrzegam sobie w tym miejscu prawo do wzwodu! Wszystko na amen dokręca świetnie wkomponowany głos Briana! W "Actress of Passion" nie doszukuję się niczego wyróżniającego, jest to wciąż dobrze brzmiący utwór. Przechodzimy więc dalej. "Variations" jest krótkim, dwuminutowym kawałkiem instrumentalnym, jedynym z albumu na którym wykorzystywane są syntezatory w wykonaniu Pana Claytona (mało istotny fakt, ale czymś dojebać trzeba!). "Operation Airlift" wydaje się być kawałkiem eksperymentalnym, ciekawie brzmiącym, próbującym łamać harmonie. I "Wonderland" wychodzi z interesująco brzmiącym riffem. Na tym etapie uświadamiam sobie, że wokalista daje naprawdę świetny popis swoich umiejętności. Ma się poczucie jakoby miał przynajmniej cztery różne oblicza. "Down on You" zaczyna się niczym chujowo brzmiący hymn. Dobrze, że tylko się zaczyna, bo dalej mamy dwuminutowe fajnie brzmiące instrumentalne solo! "Tomorrow" jest tutaj niestety na siłę wciśniętym, stanowczo zbyt długim, bo siedmiominutowym utworem. Aż szkoda tak srogo zesrać się przed końcem napotykając ten utwór. Dalej pozostaje kolejne instrumentalne siepanie z "Here to Heaven" i smakowite zakończenie w postaci "Keep Runnin'".
Większość opinii z którymi się spotykałem oczywiście sprowadza się do krytyki negatywnej, bo to chujowa jakość nagrania, albo inne, większe gówno, jednak koneserzy polują na vinyle tego nagrania, które czasem pojawiają się w obiegu i do tanich nie należą. Według mnie album jest rozpierdalającą perełką, która chciałbym, by mimo wszystko była bardziej kojarzona i znana. POLECAM!

Jakie piękne wąsy! Muszę przesłać koleżance link do Twojego bloga. Super.
OdpowiedzUsuń