Band: Riot
Album: Fire Down Under
Rok: 1981
Gatunek: Heavy Metal, Hard Rock
Strony zespołu:
Strona oficjalna
Strona oficjalna
Skład:
Guy Speranza (R.I.P. 2003) - Wokal
Mark Reale (R.I.P. 2012) - Gitara
Rick Ventura - Gitara
Kip Leming - Bass
Sandy Slavin - Perkusja
Mark Reale (R.I.P. 2012) - Gitara
Rick Ventura - Gitara
Kip Leming - Bass
Sandy Slavin - Perkusja
Track list:
01 - Swords and Tequila
02 - Fire Down Under
03 - Feel the Same
04 - Outlaw
05 - Don't Bring Me Down
06 - Don't Hold Back
07 - Altar of the King
08 - No Lies
09 - Run for Your Life
10 - Flashbacks
Jeszcze przy Fortnox wspomniałem o klasycznym Fire Down Under, warto w związku z tym coś więcej na temat tego skarbu dopowiedzieć. Rok '81, w składzie między innymi zasiadający już nieżyjący Mark Reale i Guy Speranza, którzy mieli największy wkład w powstanie albumu. Ciekawostką jest, że Mark był jedynym stałym członkiem zespołu, aż do swojej śmierci. Był to również trzeci i zarazem ostatni album nagrany razem z Guyem, który po '81 roku wycofał się z biznesu muzycznego, zajmując się w zamian eksterminacją, a jeszcze w '82 roku był zapraszany do Anthrax jako wokalista!
Przechodząc do meritum... Nie, to nie jest "2 Minutes to Midnight" od Iron Maiden, ani dźwięk prujących się gaci twojej matki, tylko "Swords and Tequila"! Jeśli ktoś ich wcześniej nie znał, nie przyznawać się, tylko cieszcie uszy, delektujcie się, bo nic nie smakuje lepiej o poranku, czy jakiejkolwiek innej porze jak "Swords and Tequila" polane tytułowym "Fire Down Under" z domieszką napalmu, który zresztą przy refrenie wylewa się litrami z gęby Guya! Jeśli już się otrząsnąłeś po tej miazdze, postaraj się dalej nie osrać, lecz nie bój się, gdyż analny wyciek w tej sytuacji wybaczony ci będzie. Przyznaję, nawet mi się zdarzyło, a później było jeszcze lepiej, ponieważ przymierzałem sukienkę! Przy "Feel the Same" chłopaki aż nazbyt spuścili z tonu, jednak zaraz odzyskują w oczach przy świetnym "Outlaw"! "Altar of the Kings" jest tutaj utworem najmocniej czerpiącym z hard rocka. Mamy tu również piękne lirycznie jak i instrumentalnie "No Lies", po którym nie spodziewałem się usłyszeć coś tak energicznego jak "Run for Your Life". Widocznie myślami byłem w innym miejscu! Na koniec nietypowe "Flashbacks", które jest kawałkiem instrumentalnym. W tle słychać fragment zapowiedzi jednego z koncertów zespołu, jak i wstawki z wywiadu.
I kiedy z UK napływały sławy takie jak Black Sabbath, Judas Priest, Saxon, Motörhead, Venom, czy Iron Maiden jeszcze z Di'Anno na wokalu (tylko Judas Priest i Saxon z wymienionej szóstki trawię), w Stanach kwitł Riot, że aż miło i to właśnie oni zawładnęli moim sercem. Śmiało mogę powiedzieć, że album mieści się w najlepszej piątce heavy metalu z '81 roku. MUST HAVE!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz