Band: Pyracanda
Album: Two Sides of a Coin
Rok: 1990
Gatunek: Thrash Metal
Strony zespołu:
Strona oficjalna
Strona oficjalna
Skład:
Hansi Nefen - Wokal
Sven Fischer - Gitara
Dennis Vaupel - Gitara
Dieter Wittbecker - Bass
Elmar Gehenzig - Perkusja
Sven Fischer - Gitara
Dennis Vaupel - Gitara
Dieter Wittbecker - Bass
Elmar Gehenzig - Perkusja
Track list:
01 - Top Gun
02 - Democratic Terror
03 - Delirium Tremens
04 - Challenge Cup
05 - Rigor Mortis
06 - Welcome to Grablouse City
07 - Goodbye Mary Ann
08 - Looser
09 - Don't Get Infected
01 - Top Gun
02 - Democratic Terror
03 - Delirium Tremens
04 - Challenge Cup
05 - Rigor Mortis
06 - Welcome to Grablouse City
07 - Goodbye Mary Ann
08 - Looser
09 - Don't Get Infected
Let's make an expedition into the animal kingdom... Good evening motherfuckers! Chyba lepszymi słowami nie dało się tego zacząć. Pyracanda (w tym miejscu powinno znaleźć się zdjęcie ziemniaka), bo tak zespół się nazywa, powstał w 1987 roku, w Niemczech. Do roku 1992 udało im się wydać dwa albumy, po czym zawiesili działalność do roku 1995, wracając pod nazwą Ilex, by jeszcze przy dwuletniej muzycznej działalności wydać jeden krążek, już bez perkusisty Elmara Gehenziga i gitarzysty Svena Fischera, który w 1993 roku dołączył do innego niemieckiego zespołu - Rage.
Tak też złożyło się, że ostatnio przypadkiem natrafiłem na debiutancki krążek zespołu jednocześnie przypominając sobie o nim. Oceniając okładkę albumu nasuwają mi się dwa skrajne skojarzenia. Spotkamy się tu z kupą gówna, albo zajebistą siepą. Two Sides of a Coin wydane zostało w roku 1990, jednak uwierzcie mi, brzmi niczym z lat 80tych (hehe, dowcipny ja...!) i nie ma tu miejsca na jakiekolwiek gówno. Jest to zajebista thrash metalowa siepa po części mam wrażenie, że inspirująca się tylko twórczością zespołu Metallica. Analizując, doszukujemy się niemal wyłącznie zlepka ich kawałków, gdzie nawet samo brzmienie gitary jest bardzo podobne i nie uważam by było w tym cokolwiek złego! Jeśli komuś upodobanie się w taki sposób wychodzi dobrze, nakurwiam z radości, słucham tego z przyjemnością i nie marudzę, że to już było, blablabla. "Top Gun" wydaje się być tutaj w oryginalnej mniejszości, ukazując charakterystyczny wydźwięk zespołu. "Democratic Terror" można zaklasyfikować jako mocniejszą stronę albumu (chciałbym wstępnie nakreślić, że spotkamy się tutaj jedynie z mocnymi, mocniejszymi i najmocniejszymi stronami, na gówno jak już wspomniałem miejsca nie starczyło, z góry przepraszam w imieniu zespołu). Jest energia, jest agresja, ale mięsem rzucać nie będę. Już przy "Delirium Tremens" czujemy zaloty tej pozytywnej części "Metaliki" (Metallica jak dla mnie ma stronę pozytywną, tudzież dobrą i chujową. Stroną dobrą jest sama muzyka i nic więcej, bo nie oszukujmy się, brzmienie mają spoko. Stroną chujową są ludzie którzy ją tworzą. Skurwensenów niestety niemiłosiernie nie trawię, mam nadzieję, że nie jestem jedyną osobą wspierającą Hujtfieltonizm... Musiałem wylać żale, już mi lepiej). Kolejno przesłuchując kawałki czuje się jak z każdym kolejnym muzyka nabiera obrotów, przyspiesza i coraz mocniej nam dopierdala. Przy "Challenge Cup" dochodzimy do punktu kulminacyjnego! Napisałem właśnie o punkcie kulminacyjnym? Żartowałem kurwa! Przekraczamy granicę, nadchodzi "Rigor Mortis" i coś co nazwałbym stroną najmocniejszą albumu, czyli "Welcome to Grablouse City"! Przy "Goodbye Mary Ann" możemy pójść się wysrać. Wersja CD w przeciwieństwie do Vinylowej daje nam w tym miejscu kawałek "Loser", a na koniec dostajemy "Don't Get Infected", którego tekst można by wykorzystać w naprawdę dennej reklamie prezerwatyw w kontekście walki z AIDS podkładając pod to jakąś beznadziejną, cukierkową melodię, jednak wyśpiewane w miejscu pierwotnym jest ok!
Nie boję się stwierdzić, że tak mogłaby brzmieć Metallica, gdyby tylko kontynuowała cały swój "srasz" metal. Mało tego, powiem że tak brzmieć powinna, ponieważ chłopaki z Pyracandy kunsztem muzycznym pod żadnym względem im nie ustępują, a założę się, że i jako ludzie na pewno są bardziej w porządku i fair wobec innych! Album uważam za jeden z najlepszych które możemy znaleźć przy thrash metalowej scenie, z czystym sumieniem POLECAM! Zbigniew Wodecki, dziękuję.




